Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach. (Mk 6, 34)
W codziennym pędzie łatwo ulec złudzeniu, że musimy polegać wyłącznie na własnych siłach, analizach czy opiniach innych ludzi. Szukamy wskazówek u „obsługi tego świata”, licząc na to, że zewnętrzne recepty ułożą nasze życie w spójną całość. Jednak Ewangelia wskazuje na zupełnie inny kierunek.
Jezus, patrząc na nas, nie widzi jedynie problemów do rozwiązania, ale widzi naszą głęboką potrzebę bycia prowadzonym. Jego litość nie jest tylko emocją, lecz konkretnym działaniem – nauczaniem. On zna mechanizmy świata i tajniki ludzkiego serca lepiej niż my sami. Wybór, by stać się Jego słuchaczem, to nie ucieczka od rzeczywistości, ale znalezienie najpewniejszego klucza do jej zrozumienia. Kiedy pozwalamy, by to On był naszym Pasterzem, przestajemy błądzić po omacku i zaczynamy najlepiej wykorzystywać czas, który został nam dany.
Panie, naucz mnie słuchać Twojego głosu, abyś to Ty prowadził mnie przez każdy mój dzień.